poniedziałek, 30 września 2013

Spokój mej uporządkowanej duszy zmąciło przybycie do klasy nowego ucznia. Poznaliśmy go na lekcji matematyki, gdzie podczas zapoznawania się z równaniami kwadratowymi, nasza wychowawczyni, pani Dorota, zapukawszy wpierw otworzyła drzwi i wręcz siłą wepchnęła go do klasy, ku - sądząc z nadąsanej miny - jego niezadowoleniu. Weszła zaraz za nim i stanąwszy za nim, położyła mu dłoń na ramieniu i przedstawiła. Nie byłam zainteresowana, jako że stronię od ludzi i powróciłam do lektury, skrzętnie ukrytej pod ławką, książki.
Niedługo po tym zabrzmiał dzwonek i spakowawszy się, wyszłam z klasy. Nie działo się nic godnego uwagi.
Naszą następną lekcją był uwielbiany przeze mnie język polski. Zaraz po dzwonku usadowiłam się w pierwszej ławce, wyjęłam z plecaka podręczniki i czekałam. Polonistka swoim zwyczajem się spóźniała, toteż umiliłam sobie czas rozglądaniem się po klasie. Zauważyłam, że ten nowy uczeń siedzi w drugim rzędzie, w pierwszej ławce, sam. Zauważywszy mój wzrok, odwrócił swój. Chyba wtedy po raz pierwszy nazwałam go w myślach "Ipso", czyli "sam". Na dalsze rozmyślania nie miałam czasu - polonistka, ze zgrzytem nienaoliwionych drzwi, weszła do klasy.

Na nieszczęście, następnego dnia, czyli we wtorek, pierwszą godziną lekcyjną rozporządzała nasza wychowawczyni. Po tym, jak wszyscy usiedli w swoich zwyczajowych miejscach i zajęli się bezpłodnym nic-nie-robieniem, a ja zaczęłam szukać wzrokiem ostatniego przeczytanego zdania swojej lektury, nasza wychowawczyni wstała i oznajmiła, iż musi z nami poważnie porozmawiać. Po dodającej dramatyzmu pauzie, wezbrała powietrza do płuc i oznajmiła, iż chodzi o nowego ucznia. Dopiero teraz spostrzegłam, że nie ma go w klasie. Chyba inni też to zauważyli, bo za sobą usłyszałam szmer zdziwienia.
- Jarka, jak zapewne zauważyliście, nie ma na lekcji - w tym miejscu odchrząknęła ostentacyjnie, przerwawszy co po niektórym rozmowy - Celowo kazałam mu przyjść na drugą lekcję, bo chciałam pogadać z wami. Musicie wiedzieć, że jest to dziecko z problemami, więc oczekuję od od was, od klasy maturalnej, wyrozumiałości w stosunku do niego.
Odpowiedziało jej milczenie, które uznała chyba za zgodę, bo usiadłszy, otworzyła dziennik i zaczęła przyjmować usprawiedliwienia. Wszystko toczyło się swoim zwyczajnym rytmem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz